Ciekawy pomysł, niekoniecznie udana realizacja i przedpotopowa grafika.
Ciekawy pomysł, niekoniecznie udana realizacja i przedpotopowa grafika.
Gdyby w parze z doczytywaniem kolejnych obszarów mapy na oczach gracza szła niesamowitej jakości oprawa graficzna, można by próbować jakoś wytłumaczyć twórców, ale Gorączka złota: Gra komputerowa wygląda po prostu słabo. Nie dajcie się zwieść, oglądając promocyjne screenshoty - zostały one mocno podrasowane, dlatego też w niniejszym tekście obecne są zrzuty ekranu prosto z rozgrywki. Owszem, widać, że twórcy postarali się o w miarę wierne odtworzenie wyglądu poszczególnych samochodów czy też roślinności, ale co z tego, skoro tekstury wyglądają jak żywcem wyjęte z produkcji wydanej dobrych parę lat temu? Nie oznacza to jednak, że dzieło Code Horizon trzeba z miejsca skreślić, bo pomimo wszystko potrafi ono wciągnąć gracza, a nawet go zrelaksować.
Magazyn okazuje się być magazynem widmo. Nikogo w nim nie ma. Niby wszystkie towary stoją na półkach (mamy już listę zakupów), więc chodzimy między regałami, wybieramy co trzeba i zmierzam do kasy, gdzie również obsługujemy się zupełnie sami. Po uiszczeniu opłaty pojawia się informacja, że zamówiony towar czeka do odbioru przed sklepem. Kto to tam dostarczył i gdzie konkretnie, tego nie wiadomo. Gra ogólnie daje mnóstwo wskazówek, ale niekiedy w kluczowych momentach brakuje istotnych podpowiedzi, dlatego też odnalezienie tego, co zakupiłem, zajęło mi dłuższą chwilę. W międzyczasie okrążając magazyn udało mi się do niego wejść ponownie, tym razem nie przez główną wiatę, ale przez boczne drzwi. Problem w tym, że były one zamknięte. Takie przechodzenie przez tekstury nie zdarza się może często w Gorączce złota, ale występuje na tyle regularnie, że jest warte odnotowania.
Docieram na wynajętą działkę. I znowu zaczyna się heca, bo z samouczka dowiaduję się, że muszę zbudować płucznię, by rozpocząć wydobywanie złota, ale ponownie brakuje wielu istotnych informacji. Jako że goni mnie czas, to rzucam okiem do sieci, by sprawdzić, czy wszystko robię, jak należy, i już wiem, jak połączyć to, co mam, by stworzyć ustrojstwo do wydobywania złota. Okazuje się, że muszę to zrobić w wyznaczonym, ale w żaden sposób nieoznaczonym miejscu, którego mógłbym nigdy nie znaleźć. Pomijając kilka nudnych czynności i konieczność walki z interfejsem w końcu chwytam za łopatę i przechodzę do sedna, czyli kopię z nadzieją, że pod ziemią kryje się gwóźdź programu, czyli złoto...
A teraz krótki test. Hog Pan no Pump, Hog Pan Sluicebox Core, 2 Hog Pan mats, bucket... Na początku gry dostaje się właśnie taką listę zakupów i szczerze mówiąc nie wiedziałem, czego szukać... A powinienem wiedzieć, bo przecież angielski znam dość dobrze, choć niekoniecznie z tej dziedziny. Gra również nie pomaga, bo w instrukcji pojawiły się one właśnie po angielsku, a kiedy próbowałem odnaleźć te przedmioty w magazynie, każdy był opisany po polsku (w menu ustawiłem nasz język, ale nic to nie dało, bo nie wszystko zostało przetłumaczone, więc mamy tu niezły bajzel). Dlatego też szybko zdecydowałem się zmienić język na angielski, ale tu również nie obyło się bez pomyłek, bo wtedy część opisów (np. w dzienniku) i tak była dostępna jedynie po polsku. Wesoło. Wkurzająco. Śmiesznie. Irytująco. Jak przez cały czas.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!