Dawno temu w Zonie...
Choć historia będzie na pewno lepiej zrozumiała dla osób grających wcześniej w Cień Czarnobyla, to nawet bez wychwycenia wszystkich smaczków potrafi ona mocno zaintrygować. Może nawet bardziej, co z kolei niejednego gracza pragnącego poznać całość opowieści zachęci do sięgnięcia po pierwszą grę. Najlepsze jest zaś to, że konstrukcja fabuły pozwala na rozgrywanie tych tytułów w dowolnej kolejności, nie psując przy tym w żaden sposób zabawy.
Podobnie jak w pierwszej grze, główny wątek prowadzi nas po nitce do kłębka – nie ma tu praktycznie żadnych odnóg czy alternatywnych rozwiązań. Trudno to jednak uznać za jakąś wielką wadę – choć cieszyłaby większa różnorodność – gdyż z drugiej strony gra nie zmusza nas do automatycznego wykonywania tych zadań. W dowolnej chwili możemy poświęcić się temu, co wszyscy wirtualni stalkerzy upodobali sobie w grze najbardziej – eksploracji świata. Ten zaś w dużej mierze przypomina to, co widzieliśmy w pierwszym tytule. Większość lokacji, do których trafimy, zdążyliśmy już poznać w Cieniu Czarnobyla. Obecnie, z racji założeń fabularnych i ram czasowych, doczekały się one jedynie niewielkich, kosmetycznych zmian, przy czym część z nich stanowi smaczki dla osób dobrze znających fabułę poprzedniej gry. Znów przyjdzie nam zwiedzać takie miejsca, jak Kordon czy Agroprom, przy czym w kilku z nich zaobserwujemy choćby zupełnie inny układ sił czy rozmieszczenie baz frakcji.Wojna i pokój Całkowicie nowymi i trzeba przyznać dość ciekawymi miejscówkami są Bagna i miasto Limańsk. Właśnie na tych pierwszych rozpoczynamy swoją przygodę – to bardzo duża jeśli chodzi o powierzchnię oraz pełna wąskich przejść, zakamarków i radioaktywnych stawów lokacja. Największe wrażenie robi jednak Limańsk, choć w tym wypadku może pojawić się pewien zawód – lokacja oferuje naprawdę wspaniałe możliwości, niestety nie do końca wykorzystane przez twórców. To miejsce aż prosi się o przeniesienie tam większego ciężaru rozgrywki.
Kilka zmian pojawiło się też w zadaniach pobocznych. Zniknęły całkowicie misje polegające na dostarczaniu części ciał mutantów oraz artefaktów – teraz rozsiani po całej mapie dowódcy oddziałów różnych frakcji proszą nas najczęściej o amunicję, rzadziej jakiś kombinezon. Większość zadań skupiła się bowiem wokół całkowicie nowego elementu, jakim są wojny frakcji. Kiedy tylko przystąpimy do którejś z liczących się w Zonie sił, niemalże natychmiast powiadomieni zostajemy o sytuacji naszego stronnictwa, a w PDA aktywuje się stosowna zakładka. Od teraz zaczniemy regularnie otrzymywać radiowe komunikaty z prośbami o pomoc w obronie posterunków tudzież atakach na kluczowe pozycje wroga.Dodatkowo część zdań tego typu otrzymujemy w czasie rozmów z dowódcami oddziałów, czasem zdarza się również, iż o taką pomoc proszą nas przedstawiciele frakcji neutralnych. Element ten dodaje nieco dynamiki rozgrywce, sprawiając choćby, że często bezpieczne dotąd przejścia mogą stać się dla nas śmiertelną pułapką. Choć "nasi" zazwyczaj radzą sobie dość dobrze sami, to jednak zdarza się, że na poziomie strategicznym SI zachowuje się co najmniej irracjonalnie. Oddziały potrafią opuszczać kluczowe posterunki i wyruszać w samobójczą podróż przez połowę Zony, aby zająć tak naprawdę mało istotne punkty. Brakuje też skutecznie działającego systemu wzywania sojuszników do odbitych z rąk wroga strategicznych miejsc. Musimy po prostu czekać, aż pojawi się jakiś oddział lub też opuścić punkt, co zazwyczaj oznacza jego ponowne przejęcie przez wroga.
Gdzie Alosza nie da rady, tam granat rzuci
Nie wszystko artefakt, co się świeci Kolejna nowość to artefakty. Może nie same artefakty – choć tu też mamy zmiany – co przede wszystkim zupełnie nowy i rewelacyjny sposób ich wyszukiwania. Zapomnijcie o błyszczących już z daleka artach leżących na środku łąki. Po pierwsze są one niewidoczne, po drugie zaś zazwyczaj występują w polach anomalii. Musimy więc posiadać odpowiedni detektor, który jednocześnie spełnia w trybie pasywnym rolę licznika Geigera i ostrzega nas przed anomaliami. Detektorów mamy kilka rodzajów, od najprostszych, jedynie sygnalizujących obecność artefaktu, aż po zaawansowane modele, wskazujące na radarze dokładną pozycję i ewentualną trasę, po której się on porusza. Artefakty przestały przy okazji być "chlebem powszednim" Zony i w pełni zasługują na swą nazwę, co jednocześnie przekłada się na ich cenę.
Dobrze, że ponownie zdecydowano się na pozostawienie w polskiej wersji oryginalnych, ukraińskich i rosyjskich dialogów z najważniejszymi kwestiami czytanymi przez znanego lektora, Sławomira Uttę. Co prawda często kwestie te brzmią dość bezbarwnie, śmieszyć może również wymowa słowa "psioniczny", jednak klimat jest zdecydowanie lepszy niż przy – nie dajcie bogowie – pełnym dubbingu. Dziwi tylko nieco druga z opcji, pozwalająca na zainstalowanie gry z polskimi napisami i... angielskim dubbingiem, co pozbawia grę przynajmniej połowy klimatu. O wiele lepszym pomysłem wydaje się pozostawienie wersji oryginalnej z napisami, co wielu osobom znającym języki zza wschodniej granicy pozwoliłoby na wychwycenie dodatkowych smaczków.
Mimo to Czyste Niebo wciąż pozostaje jedną z najciekawszych i najbardziej rozbudowanych gier FPS, posiadających przy tym niezwykły i niepowtarzalny klimat. To właśnie on, ta jego słowiańska swojskość doprawiona fenomenami Zony i poczuciem ciągłego zagrożenia, sprawia, że w grę po prostu wsiąkamy. Dla osób znających Cień Czarnobyla będzie to upragniony powrót do tego niezwykłego świata, dla tych zaś szczęściarzy, którzy w Zonie będą po raz pierwszy, może to być wyjątkowo niezwykłe przeżycie. W dniu premiery światło dzienne ujrzał pierwszy patch, który wkrótce ma doczekać się również polskiej wersji – oryginalna nie jest niestety kompatybilna z wydaną u nas grą. Na pewno będzie można również liczyć na bardzo aktywne środowisko stalkerowskiej społeczności, z pewnością pojawią się więc nieoficjalne patche i mody. Czy warto więc zainwestować w Czyste Niebo? Z pewnością, gdyż mimo czasem bardzo poważnych błędów wciąż jest to gra mająca niewielką konkurencję, jeśli chodzi o klimat, rozbudowany gameplay i swobodę działania. Pozostaje więc mieć jedynie nadzieję, że szybko doczekamy się łatek poprawiających wszystkie niedociągnięcia. Jeśli jednak ktoś złapie bakcyla Zony, grać będzie mimo wszelkich błędów i niedoróbek. To jedna z tych gier, które mają w sobie tę magię, owo niedefiniowalne "coś", którego coraz mniej w nowych produkcjach.