Cesarz to ma klawe życie... Ale nie tylko on, bo El Presidente też. Oczywiście o ile upora się z niezadowoleniem mieszkańców, naciskami ze strony mocarstw i wewnętrznych stronnictw politycznych oraz okazjonalnymi klęskami żywiołowymi...

Cesarz to ma klawe życie... Ale nie tylko on, bo El Presidente też. Oczywiście o ile upora się z niezadowoleniem mieszkańców, naciskami ze strony mocarstw i wewnętrznych stronnictw politycznych oraz okazjonalnymi klęskami żywiołowymi...
Cesarz to ma klawe życie... Ale nie tylko on, bo El Presidente też. Oczywiście o ile upora się z niezadowoleniem mieszkańców, naciskami ze strony mocarstw i wewnętrznych stronnictw politycznych oraz okazjonalnymi klęskami żywiołowymi...
To, co najbardziej urzeka w Tropico 4, to humor i luźne podejście do tematu dyktatury. Niedawno w jednej z informacji cytowałem Bissera Dyankowa. - Tropico nie jest grą całkowicie serio i mamy nadzieję, że każdy gracz, który zasiądzie do niej z dobrymi intencjami, nie poczuje się urażony - czy to obecnością Pinocheta czy Voodoo Pizzamana - mówił. A ja mogę dodać, że puszczanego co chwila oczka po prostu nie da się nie zauważyć! Twórcy potrafią wyśmiać swoje własne pomysły ("Jesteś tak potężny, że możesz nawet zatrzymać czas!" - w odniesieniu do aktywnej pauzy), w zabawny sposób odnieść się do tego, że gra ma poprawioną grafikę, a nawet celnie spuentować problemy, z jakimi Kowalska i Nowak muszą się mierzyć w prawdziwym życiu - po wydaniu rozporządzenia swoim podwładnym czytamy np., że "biurokraci w Ministerstwie Spraw Zagranicznych zaczęli wymyślać nowe dokumenty, by poprawić relacje z partnerami zagranicznymi i wkurzać normalnych ludzi". Okrasę stanowią pojawiające się w czasie ładowania gry złote myśli znaczących przed kilkoma dekadami polityków zachodnich czy utrzymujących się u władzy po dziś dzień dyktatorów.
Nie tylko żarty powinny jednak stanowić mocną stronę Tropico 4. Do naszej dyspozycji oddano bowiem całą masę budynków, tworzących logiczną strukturę naczyń połączonych. Wybudowałeś kopalnię wydobywającą złoto? Świetnie, dodaj do tego jubilera, by zwielokrotnić wpływy do kasy. Postawiłeś kościół lub budynek Rady Ministrów? Super, ale przydałoby się jeszcze mieć odpowiednio wykształconych ludzi, którzy mogą zapełnić wakaty - tych można z kolei wziąć z uniwersytetu... albo słono płacić za najemników ściągniętych zza wielkiej wody. Szybko się rozbudowujesz i zacząłeś realizację kilku projektów naraz? Bardzo dobrze, bo wszystko jest potrzebne na wczoraj, ale by usprawnić budowę warto zadbać o odpowiednie zaplecze tych, którzy te konstrukcje mają stawiać. Takie wyliczenia można by jeszcze prowadzić przez wiele wersów.
Dzięki takiej mechanice rozgrywki w Tropico 4 praktycznie cały czas jest co robić. Nie ma mowy o jakichkolwiek przestojach, zawsze znajdzie się coś, co jeszcze można poprawić. A gdy już wydaje się, że wszystko zaczynamy mieć pod kontrolą, zawsze nawinie się jakieś tornado czy inny wybuch wulkanu. Klęski żywiołowe potrafią dopiec nie tylko z ekonomicznego punktu widzenia - wszak trzeba postawić na nogi naszą krainę dobrobytem i dyktaturą płynącą - ale także osłabić naszą pozycję władcy absolutnego. Nasi doradcy, którzy wiernością do El Presidente przesiąknęli do szpiku kości, uspokajają jednak, że w obliczu nadchodzącego tornada szykują się do kontrataku. I jak tu ich nie kochać?