O ile Lenovo Legion Go jako sprzęt do grania i nie tylko sprawdza się dobrze, to powoli trzeba się zastanawiać gdzie jest granica miedzy mini-laptopem a “kieszonsolką”.
Lenovo Legion Go
Ofensywa wszelkich handheldów trwa w najlepsze i nie dziwi fakt, że coraz więcej marek próbuje swoich sił na tej płaszczyźnie. To, co kiedyś było domeną producentów gier takich jak Nintendo czy PlayStation dziś nie zaskakuje u innych tym bardziej, że w wielu przypadkach firmy z dobrze znane z gruntu pecetowego oraz doświadczenia Steam Decka sprawiają, iż stworzenie pewnego rodzaju miniaturowego laptopa nie jest jakimś wielkim problemem.
W przypadku Lenovo Legion Go cały czas zastanawiałem się jednak gdzie jest jeszcze granica pod względem przenośnych maszynek do grania. Po tegorocznym CES możemy sobie powiedzieć wprost – jeszcze daleka, bo o wiele większe sprzęty są planowane w najbliższych miesiącach czy latach. Jednakże biorąc pod uwagę możliwości oraz różne inspiracje czerpane z lewa i prawa można dojść do wniosku, że jako sprzęt do „grania na wyjeździe” sprawdzić się może… ale powoli zaczynamy zapominać czym tak naprawdę była idea handheldów jako takich.
Bo jednak im dalej przez te wszystkie lata idziemy, to gabaryty przenośnych konsol niebezpiecznie rosną wraz z ich możliwościami.
Specyfikacja, która pozwala myśleć o większych grach
Lenovo Legion Go
W większości przypadków można mówić o tym, że fakt zweryfikowania gry przez Valve w przypadku zgodności działania ze SteamDeck nie zawsze musi oznaczać, iż będzie ona działała tak, jak byśmy tego naprawdę tego chcieli. Na pewne ustępstwa trzeba będzie pójść lub też poeksperymentować z balansowaniem na granicy jakości a płynności.
W przypadku Lenovo Legion Go mamy do czynienia z taką specyfikacją:
Porównując bezpośrednio z nowszą wersją SteamDeck OLED na pierwsze miejsce wysuwa się moc - AMD Ryzen™ Z1 Extreme zdecydowanie wypada lepiej od tego, co oferuje konsolka Valve, choć tutaj trzeba mieć na uwadze fakt, iż w przypadku SteamDecka maksymalna obsługiwana rozdzielczość to 1280x800 z częstotliwością odświeżania na poziomie maksymalnie 90 Hz. W przypadku Lenovo Legion Go jest to 2560x1600 z poziomem odświeżania do 144 Hz. Do tego większy o 1,4 cala ekran w stosunku do SteamDecka, choć wraz z tą zmianą rośnie waga urządzenia – 854 gramy w porównaniu do 640 gramów przy dłuższych posiedzeniach z Lenovo Legion Go robi różnicę podobnie jak same gabaryty urządzenia. Dlatego też mimo wielu różnych profitów trzeba sobie to powiedzieć wprost, iż nie będzie to sprzęt dla każdego i jeśli planowalibyście zakup „konsolki na komunię” lub inne, podobne wydarzenie w życiu małego gracza… to lepiej byłoby pomyśleć o czymś mniejszym. Chociaż jeśli pomyśleć o tym jak rozłożone są poszczególne elementy Lenovo Legion Go, to w moim przypadku większym problemem był fakt dotykania touchpada fragmentem dłoni, przez co czasami ekran potrafił zwariować w podobny sposób, jakbym grając na padzie przez przypadek dotknął myszki.
Dlatego też najlepiej byłoby przed zakupem sprawdzić Lenovo Legion Go czy rzeczywiście ten sprzęt będzie dobrze służył w naszych dłoniach oraz czy taka budowa konsoli nam odpowiada. Głównie ze względu na to, że czego by nie mówić – będzie to sprzęt głównie wykorzystywany w trakcie podróży czy w sytuacjach, gdy główny komputer zostanie zajęty przez innych domowników. Tutaj na pierwszy plan wychodzi m.in. możliwość odczepienia kontrolerów oraz ustawienia ekranu na stoliku czy też podłączenia z łatwością zewnętrznej klawiatury, myszki czy innego pada.
Lenovo Legion Go
GramTV przedstawia:
Przechodząc jednak płynnie do kwestii samego grania to trzeba przyznać, że w przypadku większości gier ogrywanych na Lenovo Legion Go zarówno w wersji handheldowej na baterii, jak i po bezpośrednim podłączeniu konsoli do prądu jest o tyle komfortowo, że większość gier pecetowych na różnych platformach w ramach Windowsa spokojnie da się odpalić.
To prawdopodobnie największa przewaga nad SteamDeckiem, który niestety (albo stety, zależy jak na to spojrzymy) domyślnie jest skazany na SteamOS. Dlatego też korzystanie z przeróżnych możliwości w ramach jednego ekosystemu jest przyszłościowym rozwiązaniem pozwalającym na zabawę bez względu czy będzie to zabawa na Steam, Ubi Connect czy GOGu. Nie licząc jednego przypadku związanego z tym, że gra miała problem ze skonfigurowaniem pierwszego odpalenia rozgrywki (chodzi o Avowed), to reszta działała jak na handheld porządnie w zależności od zabawy ustawieniami.
Minusy? Być może fakt, że analogi w kontrolerach sprawiają wrażenie dość delikatnych, przez co często miałem wrażenie, że mocniejsze szarpnięcie w którąś stronę mogłoby je uszkodzić. Podobnie jest w przypadku bumperów, które czasami trzeba było wcisnąć mocniej, co przy gabarytach sprzętu również wymaga dość dobrej koordynacji ruchowej. Z drugiej strony mimo dość aktywnego chłodzenia górna część konsoli potrafi się mocniej nagrzewać. Na szczęście w trakcie grania handheldowego czy stacjonarnego nie było to tak odczuwalne na dłoniach, a co do kultury pracy urządzenia „pod większą presją” to jest ona w standardzie jeśli chodzi o tego typu konsole. Standardowo również w zależności od gry oraz ustawień poboru energii czas pracy urządzenia to było około 2 godziny podczas grania w Darkest Dungeon 2 na baterii oraz około 1-1,5 godziny jeśli chodzi o chociażby Diablo IV. Na szczęście czasy ładowania konsolki do pełnej baterii idzie dość sprawnie i można było to zauwazyć w trakcie, gdy powoli instalowały się kolejne gry z Game Passa czy Steam.
Duży, mocny sprzęt… ale czy to nadal handheld?
Lenovo Legion Go
Żebyśmy jednak się bardzo dobrze zrozumieli, to Lenovo Legion Go jako przenośny sprzęt do grania sprawdza się całkiem dobrze. Powiedziałbym nawet, że mimo swoich gabarytów może również dobrze służyć jako laptop z prostego powodu – możliwość oddzielenia ekranu od kontrolerów oraz podłączenia peryferiów przez Bluetooth, dzięki czemu do przeglądania sieci czy też napisaniu kilku słów w Wordzie również się przyda. A nawet do grania w zestawie klawiatura plus mysz, ponieważ rozstawienie tego wszystkiego oraz podłączenie nie zabiera zbyt wiele czasu, a dorzucenie takiego małego zestawu do walizki to nie jest wielki problem.
W przypadku wszystkich handheldów poza SteamDeckiem dużym plusem niewątpliwie jest fakt działania wszystkiego na Windowsie, więc i problemów większych z dostosowania wszystkiego pod swoje potrzeby. Podobnie jak chociażby korzystanie z aplikacji pod Game Passa w wersji natywnej czy ze Steam, gdzie system wykrywa sprzęt jako normalnego peceta, przez co część gier działa zdecydowanie lepiej niż w wersji specjalnie skrojonej i zweryfikowanej pod konsolkę Valve (pozdrawiam Civilization VII).
Jednakże jeśli chodzi o granie w ruchu (w samochodzie, pociągu czy samolocie), to już z wyciąganiem Lenovo Legion Go może być mały problem. Nadal jest to możliwe, ale aby dość komfortowo z tym działać trzeba trochę się nagimnastykować, a to już niejako zaprzecza idei handhelda jako takiego. Na końcu zostawiam kwestię tego jak taki sprzęt leży w dłoniach, ponieważ to już jest kwestia bardzo osobistych preferencji. Pod tym względem zdecydowanie bardziej poręczny jest dla mnie SteamDeck, a dłuższe sesje ze złożonym Lenovo Legion Go byłyby kłopotliwe. Na szczęście możliwość odpięcia kontrolerów oraz oparcia ekranu na podstawce w sytuacji, gdy możemy sobie rozłożyć stolik są dobrą alternatywą.
Koniec końców jak zwykle w przypadku takich sprzętów najlepiej jest się przymierzyć i sprawdzić, czy będzie on rzeczywiście pasował do naszych dłoni oraz stylu grania. Dlatego też wydajnościowo oraz jakościowo – bardzo na plus. Co do wielkości oraz wygody to już zależy tylko od waszych preferencji.
Z-ca Redaktora Naczelnego Gram.pl. Wielbiciel wyścigów, bijatyk i tych gier, które zasadniczo nikogo. To ja zacząłem ruch #GrajciewYakuzę. Po godzinach fan muzyki niezależnej i kuchni koreańskiej.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!