Na Netflixie pojawiła się trzecia część 365 dni. Oceniamy, czy twórcy wyciągnęli wnioski po poprzedniej odsłonie serii.
Letni romans
Nie ma tu ani jednej sceny, która mogłaby prawdziwe zainteresować. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że główni bohaterowie nie mają żadnego celu. Massimo wygląda jak pogubiony chłopiec, który tylko udaje twardziela. Postać nie ma nawet własnego wątku, a jego nieliczne sceny bez udziału Laury prezentują bez żadnego kontekstu załatwiane przez niego interesy. Z Laurą jest nie jest lepiej, bo wyraźnie twórcy chcieli kontynuować dramatyczny trójkąt miłosny, ale on nie działał już poprzednio, więc tym razem jest jeszcze gorzej. Film osiąga granice kuriozum w scenie sennego marzenia, w którym bohaterka kocha się jednocześnie ze swoim mężem i kochankiem. W niejednej produkcji byłby to punkt wyjścia do rozwoju Laury i pchnięcia fabuły do przodu, ale w Kolejnych 365 dni robi za kolejną pozbawioną wyrazu scenę seksu.
Druga część posiadała atut nowych postaci, które co prawda zbyt ciekawe nie były, ale chociaż widzieliśmy na ekranie więcej niż trzy twarze. Trójka nie wprowadza nikogo nowego, kto zmieniłby dynamikę relacji między bohaterami, czy wniósłby powiew świeżego powietrza do tej pozbawionej życia produkcji. Show więc po raz trzeci kradnie Magdalena Lamparska, która jako Olga wciąż potrafi bawić się swoją rolą. Aktorka wyraźnie nie traktuje tych filmów poważnie, często celnie komentując poczynania Laury (ale i innych bohaterów), które również widzowi od razu przychodzą do głowy. Wydaje mi się, że gdyby twórcy pozwolili Lamparskiej, ale i innym aktorom, na improwizację i twórczą swobodę w kreowaniu swoich postaci, wyszłoby to na dobre dialogom, które kolejny raz są niesamowicie tępe i nieudolne.
GramTV przedstawia:
Jeżeli komuś podobała się poprzednia część pod względem technicznym, to w Kolejnych 365 dniach dostanie z grubsza to samo. Mniej jest tu dynamicznych, teledyskowych scen, a i reklamowa formuła nie jest aż tak wyeksploatowana, ale zarówno wykorzystane kolory, praca kamery, czy montaż nie odbiegają od tego, co widzieliśmy w drugiej części. Wciąż widzowie mogą podziwiać ładnych ludzi w jeszcze ładniejszych okolicznościach przyrody, choć tym razem nikt już nawet nie udawał, że warstwa wizualna ma odciągnąć uwagę od kiepskiego scenariusza i drętwej gry aktorskiej, szczególnie dwójki głównych aktorów. Identycznie hałaśliwa została ścieżka dźwiękowa, która lotem błyskawicy potrafi zmieniać utwory, zupełnie do siebie nie pasujących.
Chciałbym napisać, że ten koszmar nazwany 365 dniami dobiegł końca, ale enigmatyczne zakończenie nie pozostawia złudzeń, że twórcy pozostawili sobie furtkę na przynajmniej jeszcze jeden film. Mam szczerą nadzieję, że ten jednak nie powstanie, ale oglądając Kolejne 365 dni do recenzji, sam przyłożyłem się do zwiększenia statystyk oglądalności. Mówi się trudno i mogę mieć tylko nadzieję, że trójka celowo pozbawiona jest ciekawych treści, bo wszystko co najlepsze twórcy zostawili na czwartą część. Płonne to chyba nadzieje, ale jedyne, które pozwolą mi raz jeszcze zasiąść przed ekranem telewizora i obejrzeć następne miłosne przygody Laury i Massimo.
I tak będzie znowu megahiciorem na netflixie bo stado samotnych kobiecin w średnim wieku śniących o tym by je porwał przystojny śniady książę sie rzuci jak reksio na szynkę :D
Obawiam się, że nie tylko samotnych, nie tylko w średnim wieku i nie tylko kobiet XD
prostik
Gramowicz
20/08/2022 08:23
I tak będzie znowu megahiciorem na netflixie bo stado samotnych kobiecin w średnim wieku śniących o tym by je porwał przystojny śniady książę sie rzuci jak reksio na szynkę :D
Yarod
Gramowicz
19/08/2022 16:50
Headbangerr napisał:
Spalić to i pogrzebać, a reżyserowi dać dożywotniego bana na wykonywanie zawodu i usunięcie nazwiska z wszelkich rejestrów, jak w starożytnym Egipcie.
Sugeruję co najwyżej zezwolenie na karierę w mięsnym. W ekipie odpowiedzialnej za kaszankę.