Przychodzi taki moment, gdy RTSowi wyjadacze niczym wygłodniałe bestie rzucają się na biedne gry z gatunku… i nie zdziwię się, że z Tempest Rising będzie podobnie
Tempest Rising – pierwsze wrażenia
Historia związana z Tempest Rising jest o tyle interesująca, że o grze mogliśmy usłyszeć już dobrych kilka lat temu i przez ten cały czas nadal nie doczekała się swojej prawowitej premiery. W dodatku jak dołączymy do zestawu fakt, iż w międzyczasie pojawiły się spore szachy związane z restrukturyzacji po stronie ówczesnego wydawcy, to pojawia się poważny problem do rozwiązania.
Nie mniej jednak ekipa Slipgate Ironworks się nie poddała i Tempest Rising nadal starała się idealnie wysmażyć. Chyba głównie ze względu na to, że strategii czasu rzeczywistego aktualnie w świecie gier jest bowiem mało, a każdy produkt odbierany jest przez fanów gatunku jako promyk nadziei na lepsze jutro.
W przypadku Tempest Rising najlepsze jest jednak to, że mimo braku wielce odkrywczego i nowatorskiego podejścia do dobrze znanej formuły, to sprawi nieco radości fanom Command & Conquer.
Ale to już było… czyli mamy Wojny o Tyberium w domu?
Tempest Rising – pierwsze wrażenia
No dobra, zagrajmy w otwarte karty zanim ktoś pomyśli, że to bezczelna kopia z gier traktujących o wiecznym konflikcie pomiędzy GDI kontra NOD.
Twórcy Tempest Rising nigdy nie kryli się z tym, że gra ma być czymś w rodzaju hołdu w kierunku serii Command & Conquer. Pamiętam jak na pierwszym po pandemii Gamescomie twórcy ze Slipgate powiedzieli wprost: „Brakuje nam takich gier strategicznych w przestrzeni growej, więc postanowiliśmy ją zrobić sami”. Dlatego też ta inspiracja dobrze znanymi klimatami z serii Westwood Studios jest tutaj ponad to. Powiem więcej – im dalej idziemy, tym już nawet nie są mrugnięcia okiem w stronę fanów, a dawanie długimi światłami prosto w ślepia.
Nie uznaję tego jednak za coś złego, ponieważ czego by nie mówić, to… Electronic Arts raczej nie wróci do kultowej serii strategicznej. Prawda jest bowiem taka, że RTSy mimo wielu różnych prób stały się ogromną niszą, a jeśli już coś powstawało związanego z serią C&C, to były to głównie gry mobilne. Elektronicy w jakiś tam sposób próbowali wskrzesić miłość do serii za pomocą rocznicowego zestawu wszystkich gier, ale koncept sprzedawania całych zestawów, a nie pojedynczych gier można uznać jako świetny żart.
Tempest Rising – pierwsze wrażenia
Oczywiście można mieć ogromną nadzieję na to, że podobnie jak horrory również i strategie wrócą do łask graczy, ale można z pełną świadomością powiedzieć – nie wtedy, gdy dobrze znane marki są w rękach mega korporacji. To tak w kontekście tego dlaczego rozumiem decyzję Slipgate Ironworks o tym, aby stworzyć grę niesamowicie łudząco podobną do Command & Conquer. Do tego stopnia, że gdybyście zapewne dostali ostateczny produkt bez żadnego tytułu… to jest ogromna szansa, iż zapytalibyście czy to nowa gra z serii.
Demo Tempest Rising może jest krótkie, ale treściwe!
Tempest Rising – pierwsze wrażenia
W wersji demonstracyjnej, którą znajdziecie na Steam Next Fest możecie zagrać w dwie misje po stronie GDF oraz Dynastii, ale również rozegrać jedną z trzech map do potyczek – dwie 1v1 oraz jedną 2v2 lub każdy na każdego. Jest tu bowiem przekrojowo wszystko dla każdego, choć trzeba przyznać, iż jeśli ktoś grał w pierwsze demo Tempest Rising, to zauważy pewne zmiany.
Najlepiej bowiem wypada tutaj zarówno odświeżony silnik graficzny oraz optymalizacja, która nawet przy dużym zamieszaniu potrafi zaskoczyć miłymi dla oka efektami. Sama struktura misji co prawda nie zmieniła się drastycznie, ale widać w tym wszystkim element doszlifowania poszczególnych elementów terenu czy efektów pogodowych.
GramTV przedstawia:
Jest w tym wszystkim odpowiedni wstęp do mechanik rządzących Tempest Rising (głównie pozyskiwania Tempestu oraz budowy) i… właściwie to tyle, bo cała reszta pozostaje w rękach gracza wraz z zabawą potyczkami. Tam natomiast mamy dostęp do właściwie wszystkich jednostek po obu stronach konfliktu i największym problemem jest fakt, że jak kampania ma delikatnie gracza przygotować do późniejszych rozgrywek z AI bądź graczami, tak tutaj nie mamy odpowiednio przemyślanej koncepcji na rozbudowę bazy, tworzenie wstępnych jednostek oraz ekspansji na inne złoża Temepestu.
Tempest Rising – pierwsze wrażenia
Innym elementem wyróżniającym kampanię od potyczek jest fakt rozwijania możliwości aktywnych oraz doktryn wojennych za pomocą doświadczenia zdobywanego za wykonywanie zadań w trakcie misji. Na papierze wygląda to naprawdę obiecująco, ale w ostatecznym rozrachunku demo nie pozwalało na zbyt wiele w tym zakresie. Podobnie jak odnalezienie odpowiednich różnic między drzewkami GDF a Dynastii jest również trudne poza opisami poszczególnych umiejętności. Jak to wyjdzie w praktyce? Zobaczymy po wyjściu pełnej wersji gry.
Wersja demonstracyjna Tempest Rising daje również przedsmak tego, co będzie dawała graczom ścieżka dźwiękowa do gry i nie ukrywam – tutaj ten klimat Command & Conquer udziela się niesamowicie mocno. Wraca między innymi legendarny Frank Klepacki, pojawia się nasz Adam Skorupa czy też Cory Richards, Michael Markie czy Sigurd Jøhnk-Jensen. Mieszanka wybuchowa, niesamowicie pasująca do rozgrywki i w dodatku pozwalająca na zmianę melodii w specjalnym playerze w trakcie zabawy. Czy będzie więcej utworów? No mam nadzieję, że tak, bo może to być jeden z jaśniejszych punktów Tempest Rising w dłuższej perspektywie.
Do premiery ostatnia prosta – fani RTSów mają na co czekać!
Tempest Rising – pierwsze wrażenia
Tak jak wspomniałem nieco wcześniej w tekście Tempest Rising w żadnym wypadku nie aspiruje do miana rewolucyjnego RTSa, który zmieni oblicze gatunku w grach wideo. I może to dobra droga? Bo prawdę mówiąc nie ma sensu zmieniać tego, co kiedyś było niesamowicie grywalne i przyciągało graczy do monitorów na dziesiątki czy setki godzin. Właśnie taki był główny zamysł Slipgate Ironworks i na tę chwilę rozumiem dlaczego.
Gra ma przede wszystkim poklepać po plecach tych, którzy być może nadal czekają na nową odsłonę serii Command & Conquer… której być może nie zobaczą już nigdy w dłuższej perspektywie czasowej. Chyba, że zdarzy się jakiś gamingowy cud pokroju powrotu takich marek jak Baldur’s Gate czy Jagged Alliance. Niemniej jednak pod dużym wydawcą może być to zadanie niewykonalne. Co innego grupa rzemieślników uwielbiająca gatunek, z którego gra ma się wywodzić i tworząc coś niezwykle podobnego do najpopularniejszej marki.
Tempest Rising wraca z bardzo dalekiej podróży z pewnego rodzaju limbo, do którego wepchnęła ten tytuł sytuacja w branży gier i cieszę się, że wreszcie ponownie ten promyk nadziei dla fanów RTSów znowu się pojawia. Sam bowiem staram się chwytać każdą porządną grę z gatunki i czerpać z niej jak najwięcej. A tutaj nadzieja jest na niezwykle, staroszkolne klikanie na polach bitew i to w takim klimacie, który pokochaliśmy w Wojnach o Tyberium.
Tempest Rising będzie miało premierę 17 kwietnia 2025 r. na PC. Wersję demonstracyjną znajdziecie na Steam w ramach Steam Next Fest.
Z-ca Redaktora Naczelnego Gram.pl. Wielbiciel wyścigów, bijatyk i tych gier, które zasadniczo nikogo. To ja zacząłem ruch #GrajciewYakuzę. Po godzinach fan muzyki niezależnej i kuchni koreańskiej.
Ale z drugiej strony również cena nie jest aż tak wygórowana jeśli chodzi o kilkogodzinną zabawę plus potyczki. Znam kilka DLC, które są w podobnej cenie i oferują max 2h rozgrywki :D
No ja tylko mówię o moich odczuciach. Generalnie gra zostawiła na mnie dobre wrażenie, ale póki co mamy np. mało mobów (bo w grze tak jak w WIII możemy "czyścić mapę" z neutralnych jednostek dla surowców i expa dla herosów) w skirmish-ach. Mają natomiast fajne mechaniki - np. nie sterujemy robotnikami bezpośrednio tylko "zlecamy" zadania, a oni automatycznie są do nich wysyłani albo mamy jednostkę która rośnie w siłę "zjadając" złoto od poległych wojaków a później może je... "zwrócić" w razie potrzeby :) Widać że grę robi małe studio, ale robi to z pomysłem. No i jest też tak swojsko bo mamy (bardzo luźne) nawiązanie do słowiańskich religii.
Twórcy dają dostęp do kampanii i całej jednej frakcji w ramach dema - więc można spokojnie ograć grę i wyrobić sobie zdanie. Wdg mnie muszą dodać więcej contentu bo dwie frakcje i kilkugodzinna kampania to trochę mało. Gra ma to coś, ale obawiam się że na razie szybko ją można ograć. Może jak będzie większe zainteresowanie to rozszerzą ilość opcji - na razie ją zwishlistowałem...
Ale z drugiej strony również cena nie jest aż tak wygórowana jeśli chodzi o kilkogodzinną zabawę plus potyczki. Znam kilka DLC, które są w podobnej cenie i oferują max 2h rozgrywki :D
wolff01
Gramowicz
25/02/2025 09:13
Muradin_07 napisał:
Szczerze mówiąc mignęło mi to gdzieś na mailach, ale jak to zwykle bywa - chciałoby się mieć czas na wszystko, ale tak dobrze nie jest :D Sprawdzę sobie demko na pewno.
Twórcy dają dostęp do kampanii i całej jednej frakcji w ramach dema - więc można spokojnie ograć grę i wyrobić sobie zdanie. Wdg mnie muszą dodać więcej contentu bo dwie frakcje i kilkugodzinna kampania to trochę mało. Gra ma to coś, ale obawiam się że na razie szybko ją można ograć. Może jak będzie większe zainteresowanie to rozszerzą ilość opcji - na razie ją zwishlistowałem...