Twórcy Ninja Gaiden wracają z nowym projektem. Tym jednak razem o ich grze szybko zapomnimy.
Dzwonił 2006 rok i pytał o swoją grę
Walka składa się z trzech elementów - katany, pistoletu i karabinu. Dwie skrajne bronie pełnią kluczową rolę. Przez sporą część gry można biegać z bronią białą i szlachtować przeciwników. Niestety łatwo wtedy zginąć. Dodatkowo część wrogów też biega z jakimś ostrzem. Z trudnych do wytłumaczenia powodów z nimi zawsze jest największy problem, bo są wyjątkowo odporni na nasze ataki. Z drugiej strony karabin pozwala schować się za osłoną i bezpiecznie eliminować wrogów. Tutaj z kolei trudnością jest absurdalnie mała liczba magazynków jakie możemy nosić. W przeciwników trzeba długo strzelać, a więc co chwilę brakuje naboi. Konieczne jest więc zgrabne łączenie walki na krótki i daleki dystans. Pistolet to przy tym pierdoła, głównie pomocna przy walkach kataną. Kluczowe do osiągnięcia sukcesu jest więc wyczucie jakimi prawami rządzi się Wanted: Dead. W tej grze jest to wyjątkowo istotne. Tym bardziej, że AI to absolutny chaos - każdy biega dookoła, bez ładu i składu.
Co jednak jest największym problemem? Wysoki poziom trudności. Wysoki nie tyle dlatego, że taka była wizja twórców. W sumie może i tak, ale wszystko rozbija się o dosyć nieudolny balans. Gra przez większość czasu sprawia wrażenie bardzo przystępnej, ale momentami potrafi irytować nagłymi zgonami. Czasami wynikają one z toporności gry (zwłaszcza jak przeciwnik rzuci pod nogi granat zapalający), ale zazwyczaj to mocno niedopracowany system walki. Dodatkowo twórcy wpadli na dziwaczny pomysł z punktami kontrolnymi. Tych jest minimum dwa razy za mało. Aż się prosi, aby pomiędzy checkpointami gra zapisywała się jeszcze raz. Inaczej niemalże każdy zgon to cofanie się o całkiem spory fragment. Nie ma w tym absolutnie nic wartościowego, zwłaszcza że tutaj bardzo łatwo głupio zginąć. Nie mówię już o walkach z bossami, bo te pomysłami nie grzeszą, ale potrafią być za to niezwykle upierdliwe. Widać, że twórcy chcieli aby ich gra była wymagająca. Liczne nieprzemyślane decyzje sprawiają jednak, że jest głównie wkurzająca.
Grając ciągle więc zastanawiałem się jak ktoś mógł wpaść na taki, a nie inny pomysł. W Wanted: Dead brakuje ciekawych, kreatywnych koncepcji, ale z drugiej strony twórcy zalewają nas dziwactwami. Przykładowo w środku gry, między jedną a drugą misją, nasi bohaterowie idą na ramen, a my możemy wziąć udział w mini-gierce (wzorowanej na Guitar Hero) związanej z jedzeniem tego dania. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że to taka konwencja, ale dla mnie to po prostu słabość tej gry. Taka sama jak grafika (chyba też inspirowana czasami Unreal Engine 3) czy płynność, z którą momentami też są drobne problemy (testowałem wersję na Xbox Series X). Czuć tutaj niski budżet, który z jednej strony przełożył się na małą różnorodność i poziom dopracowania, z drugiej na brak czasu na to, aby przeprojektować mechaniki które okazały się nietrafione.
GramTV przedstawia:
Wanted: Dead przypomina więc okres Xbox 360/PlayStation 3, ale w tym najgorszym wydaniu. To nie jest miłosny list do klasyków tamtych czasów jak Gears of War czy Killzone, a raczej typowa dla ówczesnej gamingowej ery klasa średnia. O ile jednak wiele tego typu produkcji potrafiło się czymś wyróżnić (np. Binary Domain, Lollipop Chainsaw czy Singularity), tak Wanted: Dead to przede wszystkim zbiór nieprzemyślanych mechanik w tandetnej otoczce. Gra, w którą może ktoś zagra jak pojawi się w jakimś abonamencie. Nie sądzę jednak, aby jej kupowanie było rozsądną decyzją.
Może jednak jakaś grupa graczy znajdzie przyjemność w tej grze? Może jak komuś poziom trudności sprawi mniejsze problemy (zwłaszcza, że rozwój postaci daje kilka ciekawych możliwości). Może też jak ktoś gustuje w kinie akcji klasy B. Takich gier w sumie nie ma dużo, a więc teoretycznie Wanted: Dead może znaleźć swoją małą grupę wielbicieli. Szersze grono odbiorców będzie się jednak męczyć.