Scenarzysta Nie patrz w górę jest rozczarowany nie tyle skalą pożarów, co... krytyką swego filmu.
Pożary, które obecnie szaleją w Los Angeles, stały się ponownym przyczynkiem do dyskusji o globalnym kryzysie klimatycznym, który zagraża coraz większym regionom świata. Choć tragedia wstrząsnęła mieszkańcami i całym światem, dla Davida Siroty, scenarzysty głośnego filmu Nie patrz w górę z 2021 roku, jest to także moment, by przypomnieć o krytyce filmu. Na tle dramatycznych wydarzeń Sirota, nominowany do Oscara za scenariusz, postanowił zareagować w mediach społecznościowych, stwierdzając, że pożary w Los Angeles są dowodem na to, że jego film miał rację.
Los Angeles płonie, a scenarzysta Nie patrz w górę wspomina krytykę filmu
Sirota, który wspólnie z reżyserem Adamem McKayem stworzył satyrę o nieuchronnie nadchodzącej katastrofie pochodzącej z kosmosu, uważa, że krytycy filmu powinni teraz ponieść konsekwencje swoich opinii.
Miasto Los Angeles jest szalejącym piekłem mniej niż trzy lata po tym, jak grupa elitarnych ekspertów i krytyków filmowych upierała się, że Nie patrz w górę było zbyt nachalne i zbyt mało subtelne w kwestii kryzysu klimatycznego. Jest tu prosta kwestia, która jest o wiele ważniejsza niż film — istnieje duży problem z mediami (i mediami społecznościowymi), które nadal z dumą insynuują, że zbyt bezpośrednie mówienie o kryzysie klimatycznym jest w jakiś sposób nieokrzesane, nieskomplikowane i nie do przyjęcia.
GramTV przedstawia:
Nie patrz w górę opowiadało o zbliżającej się katastrofie, która w filmie miała przyjść z kosmosu, ale głównym motywem produkcji było również ukazanie, jak media i opinia publiczna manipulują faktami, by sprawić, że poważny problem staje się tematem żartów. Sirota podkreśla, że kryzys klimatyczny wciąż jest traktowany przez elity jako temat tabu, a próby ostrzegania o nim są ignorowane. Choć film nie odniósł pełnego sukcesu w oczach krytyków, Sirota uważa, jest on dziś bardziej aktualny niż kiedykolwiek.
Warto jednak zadać pytanie, czy w momencie, gdy Los Angeles trawione jest niewyobrażalną tragedią, wiele osób straciło dobytek swego życia, równie wiele domów zamieniło się w zgliszcza (w tym między innymi posesje takich gwiazd jak Mel Gibson i James Woods), zasadne jest wyrażać niezadowolenie z faktu, że dzieło sprzed lat nie zostało należycie zrozumiane. Zgoła inaczej do tematu pożarów odniosła się aktorka Jamie Lee Curtis, która postanowiła wesprzeć walkę z żywiołem przekazując milion dolarów na cele charytatywne.
Skala przepychanek przy okazji tej katastrofy tylko pokazuje w jakim momencie jest nasza cywilizacja. Zamiast żeby internet stał się się źródłem informacji, stał się on narzędziem do manipulacji i propagacji głupoty. Dzisiaj przeczytałem że za pożarami mogą stać ludzie Trumpa którzy chcą zdyskredytować rząd w Kaliforni, a wcześniej słyszałem o "eko-terrorystach" którzy podpalają krzaki żeby udowodnić swoje racje...
A problem Kaliforni to problemy takie jak wszędzie:
- zatrudnianie niekompetentnych ludzi którzy zarabiają krocie a nie potrafią się później nawet wysłowić na konferencji ( https://www.dailymail.co.uk/news/article-14268627/LA-water-chief-janisse-quinones-fire-hydrants-bumbling-video.html)
- brak strategii, dalekosiężnych planów. Kalifornia od lat ma problem z wodą, bo jej południowa część to pustynia gdzie zużywa się ogromne ilosci wody do irygacji upraw. Nic dziwnego że brak wody jest PROBLEMEM który trzeba rozwiązywać
- na czym skupiała sie w ostatnich latach specjalistka od DEI w jednostce straży pożarnej w LA Krisitne Larson (pierwsza czarnoskóry szefowa sekcji bla bla bla, medale klepanie się po pleckach itd)? - nad ilością zatrudnionych białych i rasizmem w szeregach tej jednostki (a może powinni się jednak skupić nad przygotowaniem i kompetencjami tej jednostki?). Czy ofiarę pożaru interesuje jakiego koloru skóry jest ktoś kto ratuje twój dobytek? A na to idzie kasa bo szkolenia, strategie, nowe osoby na nowostworzonych stanowiskach itd. Do czego zmierzam - jeżeli kluczem do zatrudniania będzie kolor skóry, a nie kompetencje to dziwić się że później w danej instytucji jest burdel w zarządach...
To nie jest kolejny atak na DEI itp. - po prostu chcę pokazać, że obecny "problem Kaliforni" nie sprowadza się do prostego stwierdzenia "bo zmiany klimatyczne". To problem braku kompetencji, złych decyzji, braku strategi anty-pożarowych i "jakoś to będzie". Wiatr to czynnik naturalny, mocno wpłynął na tę katastrofę, ale jak słyszysz że strażacy "nie mają czym gasić pożarów" to chyba jest coś nie tak...
Informacje od lokalsów - pożary "buszu" w Kalifornii są od zawsze, a podobno raz na 10 lat występują te silne wiatry. W dawnych czasach nie poświęcano im aż tyle uwagi w mediach. Skoro wiadomo że wsytępują to "wypadałoby" im zapobiegać co nie? Temat jest teraz podbijany bo "polityka", "klimat" i "celebrytą palą się domy".
Silverburg
Gramowicz
Dzisiaj 12:24
Nogradis napisał:
Odpowiadam: tak, jest zasadne. W sytuacji, gdy ludzie wciąż zachowują się niczym ten piesek z mema o płonącym pokoju udając, że "nic się nie dzieje", warto wykorzystywać każdą okazję, by wytrącać ich z błogiej ignorancji. Co oczywiste, dla wielu wyjście z własnej strefy komfortu i przyznanie, że się mylili okaże się wyzwaniem z gatunku niemożliwych, ale jeśli choć co dwudziesta osoba zrozumie, że zmiany klimatyczne to nie "lewacki spisek" a jak najbardziej realny i coraz bardziej namacalny problem, to może za 50 lat będzie jeszcze co z tego świata zbierać. Może.
Bogaci wierzą, że jak przyjdzie co do czego, to oni uciekną na Marsa. Także w kwestii zmiany podejścia mamy nieco pozamiatane.
Nogradis
Gramowicz
Dzisiaj 12:10
Odpowiadam: tak, jest zasadne. W sytuacji, gdy ludzie wciąż zachowują się niczym ten piesek z mema o płonącym pokoju udając, że "nic się nie dzieje", warto wykorzystywać każdą okazję, by wytrącać ich z błogiej ignorancji. Co oczywiste, dla wielu wyjście z własnej strefy komfortu i przyznanie, że się mylili okaże się wyzwaniem z gatunku niemożliwych, ale jeśli choć co dwudziesta osoba zrozumie, że zmiany klimatyczne to nie "lewacki spisek" a jak najbardziej realny i coraz bardziej namacalny problem, to może za 50 lat będzie jeszcze co z tego świata zbierać. Może.