A skarbiec napełnimy łupami!
Do tego dochodzi aspekt ekonomiczny, czyli zarządzanie zamkiem. Twórcy starali się, by ten element był odskocznią od powtarzalnych walk. W praktyce sprawdziło się to średnio, gdyż pomiędzy kolejnymi misjami – opierającymi się wyłącznie na starciach – nie mamy zbyt dużo do roboty. Ot, postawimy jakieś mało znaczące ulepszenie, sprzedamy zbędne przedmioty, czy poślemy nieprzydatnego bohatera na misję lub trening, coby mu rynsztunek do reszty nie zardzewiał. Jedyny pożytek z naszych włości mamy, gdy któryś z Członków Okrągłego stołu zostanie poważnie zraniony w bitwie.
Bohaterowie opatrzeni zostali dwoma paskami zdrowia i punktami pancerza, którego zadaniem jest absorbowanie obrażeń. Jeśli dojdzie do jego przełamania lub przebicia, postać zacznie odnosić rany. Uszczuplenie pierwszego paska jest nieszkodliwe, a utracone punkty możemy bez problemu odnowić nawet w czasie misji. Jednak gdy oberwiemy za bardzo, a obrażenia sięgną głębiej, wymusi to na nas wysłanie danego bohatera na przymusowe leczenie. W wyniku poważniejszych ciosów może się on nabawić również trwalszych urazów, wymagających dodatkowej kuracji. Wtedy postać może wypaść z gry nawet na kilka misji, co wymusi na nas rotacje w drużynie.
Znany system, który całkiem dobrze się sprawdza pod warunkiem, że czerpiemy przyjemność z taktycznych wyzwań. Przyznaję, że po około 15 godzinach spędzonych z King Arthur: Knight's Tale miałem już dosyć. Kolejne, bliźniaczo podobne walki polegające na pokonaniu wszystkich przeciwników, przestały sprawiać mi frajdę. Tutaj twórcy również postawili na ilość kosztem jakości, zasypując gracza nudnymi potyczkami, które ukończymy według tych samych schematów. Brakuje natomiast misji oferujących coś więcej niż efektowną rąbaninę.

Jeszcze odrobina walki, to dla Twojego dobra
Twórcom ewidentnie zabrakło pomysłu na uatrakcyjnienie rozgrywki, co dość szybko odbija się na płynącej z niej przyjemności. Do tego dochodzi wymuszanie na graczu angażowania się w zadania poboczne. Ich wypełnianie jest konieczne, jeśli chcemy nadążyć za wyzwaniami głównego wątku i jest to nic innego jak grind. Jeszcze więcej walk i jeszcze więcej wykonywania tych samych akcji. Wszystko po to, by zdobyć punkty doświadczenia, lepszy sprzęt, czy niezbędne do rozbudowy królestwa zasoby.
Muszę przyznać, że powtarzalność i grind dały mi w kość do tego stopnia, że w pewnym momencie zmniejszyłem stopnień trudności na najniższy, ponieważ nie chciałem być zmuszany do wykonywaniach kolejnych nudnych questów. Rozgrywkę urozmaicić miała nam możliwość swobodnej eksploracji poszczególnych map w poszukiwaniu skarbów, magicznych kapliczek czy aktywności pobocznych. W praktyce sprowadza się to jednak do tego, że każde zboczenie z głównego traktu wiąże się z dodatkowymi walkami.
Jeśli polubicie się z King Arthur: Knight's Tale, to przy podkręceniu poziomu trudności otrzymacie solidną dawkę strategicznego wyzwania, przykuwającego do monitora na wiele godzin. Mnie jednak opowieść i system walki nie zaintrygowały na tyle, bym chciał pocić się nad kolejnymi potyczkami. Nawet pomimo tego, że twórcy na przestrzeni fabuły oferują graczowi możliwość podejmowania wyborów. Często są one wyłącznie iluzoryczne, ale niektóre z nich mogą wpływać chociażby na to, jacy kompani dołączą do naszej drużyny. Ja za ponowną szansę przeżycia tej przygody, mimo wszystko, uprzejmie podziękuję.

Od strony technicznej
King Arthur: Knight's Tale wygląda jak gra, która czasy świetności ma już za sobą, chociaż niektóre miejscówki potrafią przyciągnąć uwagę. Nie jest to produkcja brzydka, jednak brak oryginalnego stylu graficznego powoduje, że oprawa sprawia wrażenie nijakiej. W trakcie mojej, trwającej około 23 godziny, przygody gra kilkukrotnie wysypała mi się do pulpitu. W tym raz podczas finałowej walki, co zabolało podwójnie.
Polska lokalizacja jest dziurawa, a w wielu miejscach tekst nie został przetłumaczony. Oprawa audio niespecjalnie się wyróżnia, dlatego nie warto zawracać sobie głowy tym aspektem. Ciężko oprzeć się wrażeniu, że NeocoreGames bardzo ambitnie podeszło do swojej najnowszej produkcji, z chęcią stworzenia dużej i ciekawej gry, jednak brak odpowiedniego zaplecza dotkliwie zweryfikował ich plany.

Czy warto zagrać w King Arthur: Knight's Tale?
Ciągle czekam na godnego następcę XCOM 2 i mam coraz większe obawy, że ratunkiem będzie wyłącznie kolejna gra od Firaxis Games. Choć King Arthur: Knight's Tale jest produkcją wykonaną przyzwoicie i z zachowaniem najważniejszych cech gatunku, to jednak brakuje jej czynnika, pozwalającego zachwycić się tym tytułem. NeocoreGames powinno nieco ograniczyć rozmach gry i skupić się na jej lepszym podaniu.