Ostatni taniec DOOM Slayera, czyli DOOM Eternal: The Ancient Gods - Part Two to godne zakończenie historii zapoczątkowanej w 2016 roku przez id Software.
Ostatni taniec DOOM Slayera, czyli DOOM Eternal: The Ancient Gods - Part Two to godne zakończenie historii zapoczątkowanej w 2016 roku przez id Software.
Tak jak w poprzedniej części The Ancient Gods za ścieżkę dźwiękową odpowiadają David Levy oraz Andrew Hulshult. Panowie wcześniej udowodnili, że potrafią wyczarować niesamowicie dobre tło do rozwałki demonów stworzyć. W drugiej części zaskoczenia nie ma - poziom jest niewiarygodnie wysoki!
Nawet przez chwilę miałem wrażenie, że o wiele lepiej komponowało mi się to w samej rozgrywce niż w przypadku tego, co stworzył Mick Gordon w DOOM Eternal. Być może to kwestia tego, że TAG o wiele mocniej skupia się na gitarowych riffach niż elektronicznych dźwiękach. Żeby również nie było, to uwielbiam zarówno mixy Gordona, jak i propozycje duetu Levy/Hulshult z bardzo prostego powodu - idealnie łączą się z filozofią DOOMa jako serii, a przy okazji każdy ma swój własny styl i to jest niesamowite.
Specjalnie również nie rozpisuję się na temat grafiki, która już wcześniej stała na naprawdę wysokim poziomie. Ot może tylko z kronikarskiego obowiązku powiem, że zimowe krainy oraz smoki sprawiły, że przez chwilę spodziewałem się trollingu ze strony Bethesdy oraz nawiązania do The Elder Scrolls V: Skyrim. Niestety, nic się takiego nie wydarzyło i jest mi przykro.
Być może spodziewałem się od ostatecznego starcia z Mrocznym Panem nieco więcej szaleństwa oraz o wiele większego rozmachu. Co prawda nawiązania do Avengers: Endgame nasuwają się same, ale w pewnym momencie ogrom starcia schodzi gdzieś na boczny tor, a emocje związane z ostatecznym starciem o losy Ziemi uciekają. I mimo wszystko jednak o ile walka jeden na jednego nie opiera się na zaawansowanych mechanikach, tak potrafią one dać porządnie w kość.
Powoli zmierzając do podsumowania tej recenzji warto zaznaczyć jedno - DOOM Eternal: The Ancient Gods - Part Two zamyka historię zapoczątkowaną przez DOOM w 2016 roku. Czy zamyka ją w sposób satysfakcjonujący? Jak najbardziej tak.
Z jednej strony mam wrażenie, że lepiej się tego ugrać nie dało. Może gdyby The Ancient Gods wystąpiło w formie pełnego dodatku, którego przejście zajęłoby 8-10h rozgrywki to wrażenia byłyby nieco lepsze, a całość sprawiałaby wrażenie pełnego doświadczenia. Z drugiej strony samo zakończenie przygód DOOM Slayera zostało w świetny sposób spięte z początkiem gry w 2016 roku. Najważniejsze jest jedno - ziemia została ocalona, a DOOM Slayer może wreszcie odpocząć.
Dlatego też ocena DOOM Eternal: The Ancient Gods - Part Two nie może być inna niż ta, którą wystawiłem poprzedniej części.
Rozgrywka to kolejne godziny tego, co gracze w DOOM Eternal pokochali najbardziej. Z tą różnicą, że jest więcej demonów (i to nowych wariantów demonów), więcej heavy metalu w tle i więcej chaosu na ekranie. Kilka nowych elementów zaproponowanych przez id Software również przypadło mi bardzo do gustu, podobnie jak samo zakończenie, ale atak na siedzibę Mrocznego Pana oraz ostateczne starcie… było tylko ok. Nie ukrywam, że spodziewałem się znacznie więcej na czele z niekończącym się buffem Onslaught, aby nadać temu jeszcze więcej ognia.
Nie zmienia to jednak tego, że po zobaczeniu napisów końcowych pojawił się uśmiech na twarzy. A co przyniesie przyszłość? Tego nie wie nikt.