Jedna z najbardziej niedocenionych gier w historii wraca w odświeżonej wersji. Tym razem nie można przejść obok tego obojętnie.
Historia i rozgrywka starzeją się tak samo?
Kluczowe pytanie dla każdego, kto chciałbym pierwszy raz sięgnąć po Alan Wake. Odpowiedź jest prosta – gameplay nadal daje radę. Chociaż minęło aż 11 lat od premiery, branża gier wideo najwidoczniej nie poszła aż tak do przodu. Przechodząc remaster nie czułem więc, aby coś mi przeszkadzało. Nadal świetnie się strzela, a mechanika oświetlania przeciwników latarką ciągle dobrze się prezentuje. Nawet animacje nie stanowią większego problemu, nawet jeśli część z nich dzisiaj zostałaby zrobiona dużo lepiej. Oczywiście czuć, że gdyby Alan Wake powstawał w 2021 roku pewne rzeczy byłyby nieco inne. Niektóre scenki przerywnikowe zostały by odrobinę lepiej wyreżyserowane, a rozgrywka miała nieco inne tempo. Pewnie walki byłoby mniej, a fabuły więcej, może też doszłyby jakieś elementy zręcznościowe. To jednak szczegóły. Gra z Xboksa 360 nadal potrafi zachwycić pojedynkami czy dynamicznymi, oskryptowanymi sekwencjami. To tym bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że nie każdy 11 lat temu dostrzegł geniusz tej produkcji. Ja od zawsze uważałem ją za jedną z najlepszych gier jakie w życiu grałem i jedną z nielicznych, której dałbym maksymalną ocenę.
Jedyne co mocno się zestarzało to grafika, co jest tak oczywiste, że w sumie aż nie powinno się o tym wspominać. Szkopuł w tym, że nie jest to aż tak odczuwalne. Większość akcji rozgrywa się w lesie (co też niektórzy mogą uznać za minus). Mrok pozwala więc ukryć niższą jakość tekstur. Upływ lat widać też na scenkach przerywnikowych, przede wszystkim na twarzach postaci. Oczywiście Remedy zdecydowało się na drobny lifting. Nie jest on jednak na tyle znaczący, aby robić większą różnicę. Wydaje się wręcz, że deweloper zrobił maksymalnie dużo ile się da przy założeniu, że ma to być tylko lifting, a nie remake na wzór Resident Evil 2. Na całe szczęście Alan Wake ma tajną broń. Jednym z kluczowych elementów gry jest oświetlenie, które już w momencie premiery było na bardzo wysokim poziomie. O ile więc jakość tekstur jest poniżej dzisiejszych standardów, tak wszystko co ma jakikolwiek związek ze światłem działa perfekcyjnie.
GramTV przedstawia:
Podsumowując listę zmian względem oryginału, twórcy ewidentnie kierowali się prostą zasadą – zróbmy tyle ile się da przy zachowaniu stosunkowo niskiego budżetu. Grafika została więc lekko poprawiona, a mechanika została bez zmian. Miłym akcentem jest też dodanie do remastera obu płatnych dodatków – Sygnał i Pisarz. Żaden z nich nie wprowadza rewolucji do świata i historii, ale jeśli ktoś zachwyci się podstawką tak jak ja, na pewno z przyjemnością je sprawdzi. Największą zmianą względem oryginały jest więc… usunięcie reklam. Nie każdy pewnie pamięta, ale w pewnym momencie Microsoft zainwestował w product placement w grach (kupił nawet agencję Massive Inc za kilkaset milionów dolarów). Efektem było lokowanie produktu w Alan Wake. W remasterze, pewnie ze względu na wygasające umowy, bohater podjeżdża do Bright Falls nieznanym samochodem, a nie Lincolnem. Być może kiedyś poznamy więcej szczegółów tego, jak reklamy trafiły do tej gry.
Musicie mi wybaczyć, ale ja naprawdę uwielbiam tę grę. Do recenzji remastera podchodziłem więc nieco z obowiązku. Finalnie spędziłem z grą trzy wspaniałe wieczory, kolejny raz odkrywając niezwykłą głębię tego tytułu. Nawet dzisiaj, po tylu latach, znalazłem nowe smaczki w fabule. To ona zresztą sprawia, że Alan Wake jest produkcją ponadczasową. Mimo upływu 11 lat nadal nie znalazł się tytuł, który mógłby rywalizować z dziełem Remedy. Pewnie część graczy może uznać, że nie wszystko im odpowiada w rozgrywce. Rozumiem to. To jednak co tutaj najważniejsze, a więc opowieść o nowojorskim pisarzu, nadal wyznacza standardy w grach wideo. Szczerze mówiąc na palcach jednej ręki mogę wymienić gry wydane od 2010 roku, które w tym aspekcie zrobiły na mnie podobne wrażenie. Nie sądzę, aby była potrzebna lepsza rekomendacja.
Choć Alana Wake bardzo szanuję za przedstawienie mi zespołu Poets of the Fall (ich muzyka w grze jest po prostu genialna), za klimat i za fabułę, to jednak walki od pewnego momentu były mocno męczące i, IMO, było ich zdecydowanie za dużo. Mimo to liczę, że remaster sprzeda się na tyle dobrze, żeby druga część powstała, choćby po to, żeby Old Gods Of Asgard mogli stworzyć kilka nowych kawałków.
MisioKGB
Gramowicz
11/10/2021 09:10
No no 9tka, jestem pod wrażeniem. Pamietam, że to była dobra gra z nietuzinkowym klimatem i fabułą. Jeśli remaster dobrze się sprzeda może zrobią sequel? Lubię opowieści tego typu, główny bohater pisarz itd zreszta Kinga też miał do tego słabość wrzucając pisarzy do swoich książek.