Deathloop nie zawodzi – to jedna z najlepszych gier tego roku oraz najambitniejsza produkcja od Arkane Lyon. Warto wpaść w pętlę!
Deathloop nie zawodzi – to jedna z najlepszych gier tego roku oraz najambitniejsza produkcja od Arkane Lyon. Warto wpaść w pętlę!
Smaczku rozgrywce w Deathloop dodaje fakt, że w trakcie wykonywania zadań Colta może nawiedzić Julianna – jedna z Wizjonerek, która za cel obrała sobie przeszkadzanie głównemu bohaterowi w przerwaniu pętli. Można tę rolę pozostawić AI, ale można również otworzyć swoją rozgrywkę na inwazje ze strony znajomych lub graczy z całego świata.
Pomysł fajny, bo to zawsze twist, w którym można zrobić swojemu znajomemu psikusa lub też umówić się na sesję Deathloopa. Chociażby po to, aby zgarnąć wszystkie skórki oraz rangi dla Julianny. Z drugiej strony natomiast, jeśli chcecie grać na spokojnie, to lepiej jest sobie zamknąć rozgrywkę i pozostawić inwazje sztucznej inteligencji. Głównie dlatego, że Jules w tej formie jest o wiele łatwiejsza do pokonania… i to zdecydowanie. W trakcie mojej sesji z Deathloop udało mi się nawet wykorzystać swój własny zgon oraz cofnięcie do bezpiecznego miejsca tak, aby z zaskoczenia załatwić ją od pleców.
Poza tym czasami komputer dobiera momenty inwazji o zaskakujących porach – może być to na samym początku, może być na końcu, a może być w trakcie spokojnego skradania się w poszukiwaniu informacji. A zadania nie ułatwia fakt, że wraz z inwazją konieczne jest również hakowanie anteny blokującej wyjścia z lokacji. Jest wyzwanie, a w trakcie zabawy z innym graczem może być nawet zabawnie. Mimo wszystko jednak warto spróbować i zagrać po drugiej stronie. Ot głównie po to, aby spróbować się jeden na jednego na karabiny snajperskie czy pobawić się w podchody.
Nie ukrywam, że na samym wstępie Deathloop zrobiło na mnie piorunujące wrażenie od strony graficznej i żeby było jeszcze ciekawiej… dopiero później przypomniałem sobie, że mam włączony tryb performance tak po kilku godzinach spędzonych z grą. Całość prezentuje się zacnie i bez względu na to, czy zdecydujecie się na tryb z płynnym 60 FPS, czy ten z wyższą rozdzielczością tekstur i 30 FPS powinniście być zadowoleni z efektu końcowego.
Stylistyka wyjęta wręcz z lat sześćdziesiątych pasuje do tego idealnie na czele z humorem oraz absurdalnymi sytuacjami tworzonymi przez ten świat, w którym ludzie nie boją się śmierci i wiedzą, iż następnego poranka obudzą się ponownie. Do tego świetnie napisana muzyka oraz najwyższej próby voice acting zarówno w wersji angielskiej, jak i polskiej. Czuć w tym wszystkim chemię między bohaterami, a sam czasami podsłuchiwałem dialogów między NPC nie tylko po to, aby się dowiedzieć czegoś więcej na temat danej lokacji, ale po prostu – dowiedzieć się co oni w ogóle knują i po co im ta butla z gazem nad głową.
Deathloop jest również świetnym przykładem wykorzystania możliwości kontrolera DualSense do PlayStation 5 w rozgrywce. To, co można zauważyć to fakt, że w trakcie zabawy pad… praktycznie cały chodzi, dosłownie! I nie mówię tutaj tylko i wyłącznie o strzelaniu czy chodzeniu, ale nawet o przeskakiwaniu przez menusy. Najłatwiej jest to opisać tak, jakby wibracje były przedłużeniem dźwięku słyszanego w słuchawkach. Robi to niesamowite wrażenie i mam nadzieję, że o wiele więcej gier będzie korzystało z możliwości DualSense, bo rzeczywiście – można się zachwycić.
Przez te 18 godzin spędzonych z Deathloop na PlayStation 5 (tyle zajęło mi pokonanie głównego wątku fabularnego i zabawa inwazjami) trudno było mi się wyzbyć wrażenia, że jest to prawdopodobnie najambitniejsza produkcja Arkane Lyon. Nie chcę odpowiadać na pytanie “czy najlepsza”, bo każda z poprzednich gier była na swój sposób świetnym, unikalnym doświadczeniem. Nie inaczej jest w przypadku Deathloop.
Zabawa czasem, cały proces rozwiązania zagadki morderstw, w której to główny bohater musi odnaleźć idealna recepturę na zdjęcie wszystkich ośmiu celów oraz wpisanie tego w dobrze znane i lubiane mechaniki rozgrywki z poprzednich gier sprawiło, że idąc w stronę finału uśmiech nie schodził mi z twarzy.
Głównie dlatego, że udało się rozwiązać tę łamigłówkę. Dodając do tego świetną oprawę graficzną, udźwiękowienie oraz mistrzowski voice acting nie sposób się Deathloop nie zachwycić. Gdyby jednak różnorodność względem dostępnego ekwipunku była większa, a znaczenie zabawy po drugiej stronie Julianną było większe, to prawdopodobnie ocena byłaby bardzo bliska perfekcyjnej noty. Nie zmienia to jednak faktu, iż całościowo jest to świetnie napisana przygoda, przy której czas mija błyskawicznie i bardzo łatwo jest powiedzieć “to może jeszcze pętla i sprawdzę to i tamto”.
Warto dać się porwać temu niesamowitemu szaleństwu i wpaść w pętlę. Deathloop to jeden z moich murowanych kandydatów do tytułu gry roku, a jeśli nawet nie zgarnie tej nagrody to za kreacje bohaterów oraz design Arkane Lyon się one po prostu należą i kropka!