Ale to nie jest wersja z PC
Crysis Remastered nie powstał na bazie edycji PC, o czym już wspomniałem. Na Switchu otrzymaliśmy znacznie poprawione wydanie z PlayStation 3 i Xbox 360. Gra wygląda o niebo lepiej niż na konsolach siódmej generacji i deptałaby po piętach wersji komputerowej, gdyby nie fakt, że ze względu na stosunkowo kiepskie bebechy „pstryczka” autorzy ze studia Saber Interactive musieli pójść na sporo kompromisów. Dzięki nim opisywany remaster przez większość czasu działa w stałych 30 klatkach na sekundę. Momentami jednak wartość ta spada. Dzieje się tak głównie wtedy, gdy na ekranie pojawia się większa liczba przeciwników, a dodatkowo niszczymy wszystkie obiekty otoczenia na swojej drodze.

Coś mi się przeciwnik rozmazał…
900p to rozdzielczość, którą można uzyskać w Crysis Remastered w trybie stacjonarnym, ale znacznie częściej będziemy obserwować tekstury w niższej jakości (do 720p). A co, jeśli zdecydujemy się odłączyć konsolę od telewizora lub monitora i zabrać nową wersję Crysisa w kieszeń? Tutaj jest już nieco gorzej, bo momentami – chcąc pozostać przy 30 klatkach na sekundę – obraz jest bardzo rozmyty. 540p to najniższa możliwa jakość przy której wciąż da się grać, ale trzeba mieć na uwadze fakt, że nie jest to komfortowe.
Wady, wady, wady…
Dalekie od ideału jest również sterowanie przy użyciu joy-conów. Niby więc możemy zapakować Crysisa do plecaka i odpalić go w podróży, ale korzystając ze wspomnianych urządzeń nie otrzymamy takiej precyzji w trakcie celowania do wrogów, jak na Pro Controllerze. Kłóci się to oczywiście z ideą samego Switcha, którego wiele osób kupiło (oprócz możliwości zagrania w gry na wyłączność, rzecz jasna) po to, by móc uruchomić swoje ulubione produkcje także poza domem bez Pro Controllera. Co z tego, że jest taka możliwość, skoro po godzinie zabawy z Crysisem Remastered na joy-conach bolą ręce i odechciewa się grać?
Czego zabrakło?
Crysis Remastered to wyłącznie kampania dla pojedynczego gracza. Nie znajdziemy tu ani trybu multiplayer. Niedostępny jest również oficjalny, całkiem udany dodatek zatytułowany Crysis Warhead. Oznacza to, że gra zapewnia jakieś dziesięć godzin rozgrywki i trudno znaleźć powód, by uruchomić ją ponownie. Dlatego też cena nie jest adekwatna do zawartości. Zwłaszcza, że mówimy o odświeżonej wersji 13-letniej gry.

Dla kogo ten remaster?
Nostalgia ma ogromną moc i zapewne Crysisa na Switcha kupią głównie ci, którzy zagrywali się wiele lat temu w edycję pecetową. Z sentymentu. Wyłącznie. Ktoś, kto chciałby nadrobić zaległości powinien jednak odpuścić zremasterowane wydanie i nabyć wersję komputerową w niższej cenie (może na jakiejś promocji?), która zadziała nie tylko na każdym nowszym blaszaku, ale również na biurowym laptopie. Ot, znak czasów. Samą rozgrywką nikt nie powinien być rozczarowany. To wciąż bardzo grywalny, choć momentami nieco archaiczny FPS z dobrą grafiką.